Witaj w Beskid Niski - wiadomości, region, turystyka, zwiedzanie, mapa online

Beskid Niski.pl Mapa FAQ Wydarzenia Archiwum Dodaj news Kontakt
 

Menu serwisu
  • Strona główna
  • Ankiety
  • Archiwum newsów
  • AutoTheme
  • FAQ
  • Linki
  • Napisz do nas
  • Poleć nas
  • Szukaj w serwisie
  • Tematy
  • Top 10
  • Downloads

  • Polecane serwisy
    - Wysowa Zdrój
    - Rewasz
    - Podkarpacie
    - Rymanów Zdrój
    - Beskidy
    - Muzeum Zyndranowa
    - Woda dla zdrowia
    - Szlak Architektury Drewnianej w Małopolsce
    - Ptaki Karpat

    Mapa Beskid Niski
    Mapa Beskid Niski

    Beskid Niski mapa online

    RSS, Twitter
    Kanały RSS:
    - aktualności
    - Twitter

    Beskid Niski na Facebooku

    Dodaj do Google, czytnika Google

    CZAS PIERWSZEJ KUKUŁKI

      





    Jak to się stało, że znaleźliśmy się tutaj, nie pamiętam. Ktoś pewnie napomknął Brunary, Stawisza, ktoś zapytał, gdzie to, ktoś wyjaśnił, że tam, gdzie nikt nie chodzi, i poszliśmy. Trudno uwierzyć, że to od Krynicy tak blisko, od Grybowa niedaleko, a tak daleko od wszystkiego, od czego chcieliśmy uciec, od autobusów, radia, od nudnego "dzień dobry", gdy dzień wcale nie jest dobry.

    Nie zgadniecie, gdzie byliśmy. Gdyby zaprowadzić was tu z zawiązanymi oczami i pozwolić potem rozglądnąć się wokoło, myślelibyście, że jesteście w Bieszczadach. Przyroda cofnęła się i zdziczała, zamknęła w sobie, patrzy spode łba na człowieka. Ucieka ci ptak spod nóg, ale siada niedaleko, aby ci się przyglądnąć z bliska i zapytać: kto jesteś. Ufa, że jesteś przyjacielem.

    Szedł z nami koniec kwietnia, już przechylał się w maj, zresztą strąciliśmy poczucie czasu. Szła wiosna. Przez drzewa widać było jeszcze dachy nad rzeką i opłotki, jakiś dym, znak ludzkiej obecności. Wiatr przynosił i odnosił szum Białej, która wcale nie była biała, gdyśmy ją przekraczali. Pieniła się zielono, odbijała wiosenny seledyn brzegów. Lepiężniki lepiły się sokami, rozprężały łodygi, na kamieńcach żółciły się jakieś kwiaty kępami. Tarniny-tarniny. Pachniało-pachniało. Gdy patrzyliśmy teraz z góry na dolinę ciągnącą się na południe, niełatwo było uwierzyć, że i tędy – jak przez wiele karpackich dolin i przełęczy – toczyła się historia. Przez lasy płynęły rzeki tak stare jak czas, przy rzekach szły ich wierne towarzyszki, nikłe tropy zwierząt, pierwsze ślady dróg skądś – dokądś, z południa na północ za kierunkiem słońca i Wielkiego Wozu.

    Gdzie są kości pierwszych ludzi, którzy szli tamtędy Z nizin naddunajskich, z prowincji rzymskich, któż wie, może nawet z samego Rzymu, ku dzikiemu krajowi barbarzyńskich Słowian? Na którym to zakręcie czy przeszkodzie wypadła z zawiniątka rzymskiemu kupcowi – licho wie zresztą komu – ileś tam wieków przed nami, w Brunarach Wyżnych dziwna w naszych stronach figurka z brązu? Tajemnicza, pełna kobiecego wdzięku, przedmiot religijnego kultu czy talizman czyjejś miłości, bogini lub zwykła Rzymianka z obciętymi rękami, po tylu wiekach patrzy skupionymi oczami w przestrzeń, zasłuchana w obcą mowę, cudzoziemka na słowiańskiej ziemi. Odnaleziona przez archeologów jeszcze przed pierwszą wojną światową, dziś w muzeum, jako kawałek brązu okazała się trwalsza niż rzymskie imperium, mitologiczna a realna.

    Podchodziliśmy zarośniętą ścieżką ku brzegom lasu, gdzie świergotały poranne ptaki, pod nie grzejącym jeszcze słońcem, które wychylało się zza postrzępionego grzbietu Homoli. Im wyżej, tym było spokojniej mimo ptaków i powiewu wiatru, zgarniającego zeszłoroczne liście. Nie przytłumiał ich świeża i już bujna zieleń, szeleściły w trawie i odbijały kolorem. W lesie było przejrzyście i koronkowo. Prześliczna to pora, kiedy i przez las na wskroś masz widok. Najpiękniejsze są kształty drzew, gdy otacza je mgiełka pierwszych liści, osłania od światła słońca, ale nie zamyka widoku. Pnie drzew stoją wówczas jak akty kąpiących się dziewcząt w różowych omżach poranku.

    Na północy Chełm rysuje się granatowa sylweta wycięta na złotawym niebie ponad obniżeniem jego grzbietu nad Wawrzką, ciemnieją zarysy Maślanej Góry nad Szymbarkiem. Jesteśmy jeszcze blisko świata ludzi, gazet, biletów autobusowych i zabiegów o codzienne sprawy, ale jedną nogą dotknęliśmy już letejskiej rzeki zapomnienia, co istniało jeszcze wczoraj, a przypominania czegoś, co może było, a może również nigdy nie istniało. Ale czy można rzeczywiście zapomnieć o wszystkim? Można, gdy się słyszy, jak my teraz słyszymy, głos pierwszych dni stworzenia. Siedem razy kuka kukułka, a potem jeszcze raz siedem razy ponawia nawoływanie. Niby to niewiele, ale co roku głos pierwszej kukułki cieszy i rozrzewnia. Przez całe życie wykradamy się z kręgu samych siebie i czegoś poszukujemy. Myszkujemy po górach i dolinach, zapadłych kątach i szerokiej wierzchowinie, rozmawiamy z kukułkami i babką zbierającą jagody, z niemym światkiem, świętym Onufrym przy drodze i gajowym ze śnietnickich lasów, i nauczycielem z zapadłego przysiółka. Rozczytujemy się w księgach lasu i nieba, wertujemy księgi badaczy zamiłowanych w sprawach górskich. Czasem z tych spotkań tylko wiotka sieć wspomnień, czasem odnaleziony w ziemi maleńki posążek dziwnej rzymianki z Brunar, denar Dioklecjana, malutki pieniążek, fels arabski. Czasem z zadumy nad nazwą wsi, góry lub potoku wyrasta świat zapomnianych dziejów, życie i los ludzi, ich codzienne sprawy, praca dawno zarzucona, zapomniana. Czasem z odłamka ceramiki, podwęglonego drewiona odczytujemy zarysy życia, którego nie zanotowały kroniki historyczne pisane przez uczonych pod mecenatem królów, biskupów i wielmożów. A czasem z tej ucieczki od nudy codzienności nie zostaje nawet wspomnienie, zaczynające się od niewinnego: a pamiętasz? Już przed wiekami dobrze powiedziano:

    O czasie pożerco rzeczy, i zawistna starości, niszczycie wszystkie rzeczy i pogrążacie pomału wszystkie rzeczy w śmierci powolnej twardymi zębami wieku!

    Czy rzeczywiście wszystkie?

    Już jesteśmy wysoko. Las zagradza nam drogę szumem i ptactwem, gdy podchodzimy pod Kiczerę. Jej zalesiony czub zostawiamy z prawej strony i koło kapliczki osiągamy grzbiet. Pusto, dziko, świetliście. Jeszcze jeden krok i jesteśmy po drugiej, niewidzialnej stronie świata. Ścieżynka wije się na południe leśnym działem Sołtysiego Wierchu. Kiedyś nazywało się to prostu Sołtysie, bo należało do sołtysa, jak niedalekie Plebańskie – do plebana, lub Chłopskie - dziś Chłopski Wierch – do gromady.

    W dole ujadają psy w Polanach . Może jedzie wóz z Florynki, może idzie chłop z workiem na plecach, a psy na całym świecie tego nie lubią. Tu wysoko psie głosy wysublimowała cisza gęstwin i przekomponowała szczekanie w myśliwską tonację. Tak w tych lasach ujadały kiedyś sfory psów, gdy w Florynce ruszano na łowy. Za chwilę ucisza się i ten głos, gdyż odgrodziła nas gęstwina. I znów pogrążamy się w pustkę leśną, idąc wododziałem na południe przez niewielkie, przytulne przejaśnienia ku drożynie, która z Polan przechodzi poprzecznie do Śnietnicy. Aby iść dalej na południe na Chłopski Wierch, musimy zboczyć w lewo, jakbyśmy schodzili do Śnietnicy, ale zaraz odnajdujemy dalszy kierunek podnoszącym się ku górze grzbietem. Ścieżynka gubi się i zanika, zarasta powojami i konwalią. Znów odnajduje się aż na dobre rozpływa w polanie Chłopskiego Wierchu.

    Odpoczniemy teraz. Pachnie tutaj swierczyną pod ciepłem wysokiego słońca, las paruje jak zgrzany grzbiet konia. Godziny kapią kroplami rosy z drzew. To właśnie czas, który cofa się w naszych myślach za tropem nazw, za wątkiem tradycji, za źródłami martwych dokumentów. I tu zaczyna się kawał naszej historii. Jesteśmy w dziedzinach państwa muszyńskiego. Sięgało ono na północnym wschodzie po stoki Chełmu i opierało się o grzbiet Suchej Homoli, Bordiów Wierch, Siwejki, Białej Skały i przygraniczny z Węgrami Ostry Wierch; na południowym zachodzie docierało ono nad Poprad od Zubrzyka po Leluchów, na północy jego granice wyznaczały wsie Wierchomla, Nowa Wieś, Kamienna, Florynka, zwana pierwotnie Flornikowa, i Wawrzka. Na tym rozległym biskupim obszarze jedyną wyspę własności szlacheckiej stanowiła Roztoka Wielka.

    Dziwne to było państwo. Potężne dobra biskupów krakowskich, zwane potocznie Biskupszczyzna nie były czymś niezwykłym – klucze magnackie czy kościelne, jak np. klucz biskupów przemyskich, stanowiły często obszar równie wielki lub nawet większy. Niezwykła natomiast była organizacja tego państwa, związana z obroną pogranicza, zwanego kresem muszyńskim, gdzie grasowało wszelkie hultajstwo, zbójnictwo i rozbójnictwo. Starosta muszyński nie był zwykłym starostą, lecz mianowanym przez biskupa panem, o nieograniczonej praktycznie władzy, opartej o własne wojsko, dragonię biskupią i oddziały harników.

    Dużą swobodę działania dawało staroście przede wszystkim położenie na rubieży Rzeczypospolitej, nie blisko biskupa i króla, a blisko granicy, dla której obrony zawsze istniały słuszne i niesłuszne preteksty. Było to państwo w państwie, zorganizowane sprężyście, mające własne zakłady przemysłowe, jak huty szkła w Stawiszy i Poworoźniku, oraz zdumiewająco zorganizowaną administrację nastawioną na obronne wojskowe zadania. Chłopi obowiązani byli posiadać rusznice, szable, kule i lonty i pełnić służbę wartowników na muszyńskim zamku i w czasie hucznych jarmarków. Państwo muszyńskie stało z bronią w ręku, a harnicy czuwali nad jego bezpieczeństwem. I to utrwaliły nazwy miejscowe, nie zawsze zrozumiałe, jeśli nie sięgnie się w przeszłość dziejową. Na południe od Chłopskiego Wierchu wznosi się nad Piorunką Harników Wierch (727 m), wysyłający jak czaty bezleśne ramiona nad Mochnaczkę Wyżną i Niżną. Czy nazwa wierchu nie kojarzy się wam z placówkami harników, którzy mieli z niego wgląd w dolinę Mochnaczki, aż po Tylicz? W Piorunce, założonej w 1634 roku, drewniana cerkiew, pochodząca z 1798 r., nie pamięta już harników muszyńskiego państwa. Przestało ono istnieć w 1772 roku wraz z pierwszym rozbiorem Polski po pięciu wiekach działalności osadniczej i obronnej.

    A w cerkwi pod wezwaniem świętych Kosmy i Damiana pustka po dawnych bogach. Trwały jeszcze do niedawna w nieforemnych rzeźbach przydrożnych świątki zadumane i milczące. Twarze miały kanciaste i chłopskie lub łagodne, jak owa Matka Boska z Piorunki, podobna do wiejskiej gospodyni, ubrana jak ona, w łemkowską chustkę ma głowie, trzymającą na kolanach Chrystusa. Ten odchylił prawą rękę jak na ukrzyżowaniu i podkurczył kolana. Nieporadne to, a przejmujące. Tyle z bóstw tutejszych zostało, co wyrzeźbiły ludzkie ręce. Zeszli wiec święci cerkiewni ze ścieżek, przycupnęli w rowach jak znużeni wędrowcy. Drewnianych zżarły robaki, niektórych przygarnęli zbieracze dla siebie i muzeum, żelaznych gryzie rdza i wchłania zieleń.

    Wchodzimy w las czarów. Las to gęsty i tajemniczy, pełen żabieńców i dziewięciorników, świec i brysztwanu, który niegdyś dawano kobietom, gdy nie chciały mieć dzieci.

    Klangiem smarując grzankę dwa razy w miesiąc na chlebie ciepłym oraz y koprem, będzie dość mleka, dając to krowom jeść –

    Zeznała Anna Dudzicha, jak dowiadujemy się ze sprawy gajonej 10 czerwca 1678 r., opisanej w Aktach Sądu Kryminalnego Kresu Muszyńskiego. Nie jedyna była to sprawa czarownicy Anny Dudzichy. Zarzucano jej,

    […] że deszcza p. Bóg nie daje, iż dlatego deszczu nie masz, ze białogłowa jedna dziecię ususzyła y u bontow zawiesiła, a gdy się na deszcz zaniesie, to tym dziecięciem chwieje aż się chmury rozeyda.

    Zanim oddano ją katu – wspominają akta sądu muszyńskiego – doszło do znamiennej rozmowy burmistrza i jego towarzyszy z czarownicą. W tej rozmowie prosiła ona.

    […] aby nie byli łaskawi. Rzekli iey: nam nic nie winna, p . Bóg cie uwolni, a gdyś winna, p .Bóg cie wyjawi. Ona rzekła: złodziejów sadzają y wieszają a p. burmistrz rzekł: my ciebie nie obiessiemy; nie obiesicie, ale spalicie. Co się wsyto spełniło podług dekretów y zasługi iey, gdyż wyrok postanowił, że na torturach będąca upałów ogniowych nie czuła, a pokonana o czary ma bydź na stosie drew ogniem spalona.

    Ażeby upewnić potomnych, iż była naprawdę czarownicą, piszący protokół Stanislaus Segiedy iuratus notariusz civitatis Mussinensis dopisał na końcu, że w dzień, gdy miała być oddana w ręce kata na tortury, „zając skodsi wybieżał koło więzienia ratuznego” i znowu tegoż zająca gmin ludzi gonił, gdy czarownicę osadzono już w stosie.

    Gdy patrzymy na łąki w tych stronach, na cyranki, które latem tak pachnął, inna opowieść przywodzi pamięć. Jak to młynarka Teresa mieszczkę tylicką Orynę Pawliszankę, spostrzegła, gdy zaczęło świtać.

    Zdało mi się pojrzeć na ogród alias łąkę, spostrzegłam też sama Orynę chodząca po ogrodzie prostowłos w samey koszuli, mając w ręku powaskę y szurgając po rosie nią a w drugiey ręce skopiec, y do tego skopca wykręcała z powąski. Iam rzekła: pomaga Bóg; ona zasłyszawszy stworzyła [!] się . Kiedy niekiedy odpowiedziała: day Boże, y odezwałam się na głos: dobraś ty gospodyni, ieszcze żadna nie wstała krowę doić, tylko ty.


    Sąd muszyński – a było to w 1763 r. – "miłosierdziem" zdjęty, Orynę „tylko ściąć pod szubienicą naznacza y zaraz ciało pochować”. Było i miłosierdzie znane ludziom w tych okrutnych czasach.

    Kręte są ścieżki zabobonu, zawiłe są też dróżki na Chłopskim Wierchu nad Piorunką. Gdzie jest prawda dziejów, czy pochowana pod szubienicą w Tyliczu, czy włóczy się po gruzach muszyńskiego grodu? Czy miał rację mistrz z Czarnolasu, który niejeden kielich węgrzyna wypił ze Stanisławem Kępińskim, muszyńskim starostą, czy włóczędzy tropiący przyrodę gór i poszukujący drugiej swej połowy, podobnie jak w trzydziestym dziewiątym sonecie Szekspira:

    A na dwa ciała podzielone ciało
    Sławi tu owe, które tam zostało.


    Chodziła tędy także prawda zbójecka nie licząca się z granicami, jednakowo grabiąca pod Bardiowem i w Ropie, nie licząca się też ze świętym Jerzym w cerkiewnej ikonie. Ona to wiodła Wasyla Piotrkowskiego, sołtysa z Piętrowej Wsi, wsi państwa makowickiego, oraz jego syna Stefana, po całym Podkarpaciu, bo – jak zeznał przed kresem, czyli sądem muszyńskim ojciec – "tu blisko nic nie wskóracie, w Kobelance moczny zamek, a w Siarach ubogi dwór".

    Szlachta mogła spać w górach tylko wówczas spokojnie: "jeśli bandolet przy talerzu leży" – jak pisał Wacław Potocki. Inna także była prawda szlachecka, inna bogatych mieszczan bieckich; jeszcze inna szła z żołnierzami Drewicza, gdy bili się z konfederatami, wierzącymi w jeszcze inną, przegraną prawdę. Z ilu to więc prawd składają się dzieje, z ilu racji i ich przeciwności, a ty, ziemio, grzebiesz je jednako skrzętnie, spopielałe i spróchniałe, abyśmy ich później szukali. Ale czy odnajdziemy wszystkie?

    Chodźmy. Wiatr szumi górą, nad Lackową pierzasta chmura wiosenna. Jej cień, zniekształcony przez banickie i mochnackie pagóry, posuwa się drapieżnie jak ogromny pająk. I z prawej strony znów cudowna niespodzianka – nawoływanie kukułki. Kuka raz po raz, osiem razy; już gubimy się w liczeniu.

    Idźcie teraz na południowy zachód ku leżącej w dole Piorunce, koło cerkwi przejdźcie w prawo i wierchami nad wsią, działami, idźcie wciąż na południowy zachód, dopóki nie zniknie wam po lewej stronie górna część Piorunki. Tu ścieżka zacznie dźwigać się na lesiste, bezimienne wierchy. Uważajcie, teraz będzie rozdroże. Nie idźcie w lewo. Bóg jeden wie, gdzie byście wówczas doszli, do Mochnaczki lub na Harniaków Wierch, a może do Czarnej. Skręćcie w prawo na zachód. Ufajcie ścieżce pod nogami, poprowadzi was na samo skrzyżowanie czterech dróg na Hucie w Krzyżówce. Stała tu niegdyś pod siedmioma wiatrami karczma i przy gorzałce lubili w niej przesiadywać zbójnicy. Przebywali tu może Wasal Czepiec z Grybowa, syn tamtejszego organisty i, podobnie jak on, znany z udziału w powstaniu Kostki Napierskiego zbójnik Sawka, może Wasyl Bajorz, zwany Basuj, z Leszczyn, znamienity beskidnik i inni, od których rojno było w Roztoce Wielkiej, Łabowej, Bartnem i w szerokiej okolicy. Tu może obmyślał Maciej Kwoczka napad na Stanisława Wiszowatego, zięcia Sycona, stąd inni czynili wypady w bliższe i dalsze dziedziny.

    Ścieżka, którą szliśmy, to rzeczywiście starodawny dziwny chodnik. Chodzili nim zbójnicy, którzy przyklękali przy kapliczkach, zanim śmierć zadali, zbieracze ziół, które leczą i uśmierzają ból, myśliwi i smolacy, rozbite oddziały konfederackie, przedłużające żywot skazanej na śmierć Rzeczypospolitej. Chodzili tędy – któż dowie się, kim w ogóle byli – ci, co kilkanaście wieków wstecz zgubili, może osaczeni w napadzie, monety rzymskich cesarzy, Krajana, Antonina Piusa, Kommodusa i żon imperatorów, także i ten, który w Brunarach pozostawił nam w spadku brązowa boginie, znak sztuki i piękności starożytnej.

    Gdy tak chodzimy górami, wododziałami, doliną i wierzchowiną, nie spotykamy jednak żadnej prawdy, jeśli nie idziemy do człowieka. Nawet wówczas, gdy zmęczeni życiem uciekamy od ludzi w samotność. I to jest chyba najgłębszy sens naszego wędrowania.


    Władysław Krygowski, "W litworowych i piarżystych kolebach", Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982, opowiadanie "Czas pierwszej kukułki"









    Prawa autorskie © Beskid Niski - wiadomości, region, turystyka, zwiedzanie, mapa online Wszystkie prawa zastrzeżone.

    Opublikowane: 2008-07-14 (7747 odsłon)

    [ Wróć ]
    Content ©

    Serwis BeskidNiski.pl wykorzystuje technologie cookies (ciasteczek) m.in. w celach statystycznych (Google Analytics), reklamowych
    (Google AdSense, programy partnerskie) oraz w celu udostępnienia wtyczek społecznościowych (Facebook, Google+ czy Twitter).

    Korzystając z naszych stron wyrażasz akceptację na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki internetowej.
    Jeśli nie akceptujesz cookies wyłącz je w ustawieniach przeglądarki, w przeciwnym razie będą zapisywane w pamięci urządzenia.
    Zakres wykorzystywania plików cookies, ich kontrolę, dostęp i przechowywanie można określić w ustawieniach Państwa przeglądarki.

    NA SKRÓTY
    :

    Aktywny wypoczynek, rekreacja: Park linowy Krzywa, Przedszkole narciarskie Dimbo na Górze Parkowej, Krynica

    Atrakcje turystyczne: Mofeta,

    Uzdrowiska karpackie: Iwonicz-Zdrój, Krynica-Zdrój, Rymanów-Zdrój, Wysowa-Zdrój, Wapienne (w przygotowaniu)

    Miejscowości, dawne wsie: Bieliczna, Chyrowa, Ciechania, Grab, Huta Polańska, Jasiel, Kotań, Krempna, Nieznajowa, Olchowiec, Ożenna, Polany k/Krempnej, Radocyna, Świątkowa Mała, Świątkowa Wielka, Zdynia

    Fotogaleria: Radocyna, Nieznajowa, Parada w Krempnej, Lackowa, Magurskie przedwiośnie, Łysa Góra,

    Cerkwie: Wołowiec, Brunary, Śnietnica, Berest, Bieliczna, Chyrowa, Czarne k/Uścia, Czyrna, Hańczowa, Olchowiec, Polany, Polany k/Krynicy, Pielgrzymka, Piorunka, Przysłup, Radoszyce, Rzepedź, Skwirtne, Świątkowa Mała, Zabytkowe cerkwie w Jasielskim, Bogusza, Binczarowa, Królowa Górna,

    Beskid Niski: Mapa online, Pogoda, Informacja turystyczna, Magurski Park Narodowy, Rezerwaty przyrody, Współrzędne GPS, Turystyka winiarska,

    Magurski Park Narodowy: Środowisko, przyroda, fauna, Ośrodek Edukacyjny i Muzeum, Cennik opłat w MPN, Zwiedzanie Parku

    Szlaki tematyczne: Szlak Ikon, Szlak Naftowy, Szlak Architektury Drewnianej: Trasa Sanocko-Dukielska, Trasa Krynicko-Gorlicka,
    Rower: Beskidzkie Muzea,Na styku kultur, Piesze: Główny Szlak Beskidzki, Szymbark-Wysowa, Szlaki turystyczne

    Muzea, skanseny: Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu, Muzeum Podkarpackie, Skansen Naftowy w Bóbrce, Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu, Sądecki Park Etnograficzny, Skansen Karpacka Troja, Muzeum Historyczne-Pałac w Dukli, Chyża łemkowska w Olchowcu, Skansen Etnograficzny w Sanoku, Replika rynku galicyjskiego w sanockim MBLMuzeum Rzemiosła w Krośnie

    Noclegi: Komańcza, Iwonicz Zdrój, Rymanów Zdrój, Dukla, Krempna, Wysowa, Gładyszów i okolice, Bazy namiotowe, Schroniska górskie

    Polecamy: Bogdańscy malarze z Jaślisk, Pustelnia św. Jana z Dukli, Jezioro Klimkówka, Konfederacja Barska

    Użytkownicy online:
    web counter 

    © 2004-2017 Serwis regionalny BeskidNiski.pl - Od Krynicy do Komańczy.

    Website engine code is © copyright by PHP-Nuke. PHP-Nuke is a free software released under the GNU/GPL.
    Tworzenie strony: 0.19 sekund